Wpisy archiwalne w miesiącu

Lipiec, 2010

Dystans całkowity:740.27 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:08:59
Średnia prędkość:14.69 km/h
Maksymalna prędkość:47.00 km/h
Liczba aktywności:10
Średnio na aktywność:74.03 km i 8h 59m
Więcej statystyk

Toporzysko-Sucha Beskidzka-Wadowice-Zator-Auschwitz...Oświęcim...

Piątek, 30 lipca 2010 · Komentarze(0)
Poranek w miękkim łóżku...troszku szaro ale słońce świeci...tak więc..Anna jako starsza bierze pełną odpowiedzialność za pobudkowe godziny i trzeźwo wypowiada w półśnie słowa ku moim uszom (ok 8 rano) : "Anka..!!..(tarmosi)..wstajemy..!!.."...i rys w poduszke..chrr...xD..no to ja sobie myśle..no to wstałyśmy..xD..i też śpie..tak 8.20 budzi nas Aga promiennym usmiechem, herbatą oraz kanapkami z serkiem i pomidorami...które lądowały automatycznie z kromeczek Ośki na moje - Anna nie trawi pomidorów w dziewiczej postaci..woli przeróbki..;p...ale papryke już zje!...
Dzien dość pochmurny ale wsiadamy na swe pojazdy(jeszcze tylko pożegnanie z Agą i Anny z Maksiem ;p...)..i toczymy się pod górkę jordanowską...potem projemy z przerwami na jedzenie(A ! Maków Podhalański) juz ok 20 km..czy wcześniej-(żarłoczność nasza nie miała granic..)..przelatujemy przez Suchą Beskidzką(Aga miała nawiedzić dziś te strony ale jej nie widziałyśmy - cóż naszej prędkośći trudno dorównać..pewnie autobus pyrkotał z tyłu nie mogąc wyprzedzić 2 krów - bywa, sory...;p..)..potem korkaaaami toooczymyyy się do Wadowic...gdy Macieju dzwoni Anna okiem znawcy musnęła mapę i juz wiedziała! " 50 km co najmniej do Wadowic"...liczba nie straszna..no ale..co się okazuje 5 km dalej..chyba mnie oczy mylą albo mam problemy wzrokowe: Tablica: WADOWICE 15 xD....cóż..to do Oświęcimia miałyśmy ok 50 z Makowa a nie do Domu Papieża J.P.II [*]...aaa..no...przed Wadowicami zbiornik..nienapełniony-jakiś samochodzik jak mrówka śmigał po jego dnie, jeszcze nie tonącym w wodzie, ale jak będziemy tam kiedyś przejezdzać jeszcze raz to kto wie..moze tylko będzie tafla wody ;P..W Wadowicach..do Kościoła oraz na kremówki..Anna zaszalała i zamiast dwóch przyniosła..5 :D..bo..jak sie kupuje 4 to 5 gratis...no to była wyżerka: dla nas po 2 a ta 5 na spółe dla Macieja i Domi- wiedziałyśmy że będa przejezdzać pózno i sie do sklepiku nie załapią wieć miłosiernie im podarowałyśmy ów smakołyk dzionka(ok 11) dnia następnego w Oświęcimu ;D...zjedli zjedli..po zdjęciach czas w drogę...coś kropi..leje..to znów wygląda słoneczko..róznie to bywało ale w koncu docieramy do Oświęcimia i tam pedalimy do Auschwitz..trzeba to zobaczyć choc raz..mi ogółem było niezbyt dobrze..tragedia ludzi..mordy..cyklonem B..komory..to trzeba zobaczyć...przezywanie w myślach historii istnien od nowa...warto...wieczny odpoczynek [*][*][*]...
...humory nie te...pojechałyśmy jeszcze coś zjeść...i na ul. Jodłową do Broszkowic...tam witają nas mała Julia :D:D..:*..i Jej Mama, Tata oraz Babcia..
Bardzo gościnne przyjęcie..kolejna noc w mieszkaniu...ciepłe prysznice..łóżko..dla pozostałych 2 obywateli podróży - spoznialskich - materac...ogółem ..nastrojowy pokoj :D:D:D:D...te obrazki..jemioła...no spać i spać..no z tym spaniem to nam wyszło...;:D:D...chyba do 11...ale to juz historia następnego dnia..a!..no zwalili sie ok 11..a posziśmy spać..no ok 1 :D:D...heh..dzien jak każdy ze świrami..niezwykły ...i przeciągnięty na chwile następnego dnia..:D..dobranoc..:*..

Double Annas Blond Mountain Bike Expedition 2010 - ready...steady...go!!..:D...

Czwartek, 29 lipca 2010 · Komentarze(0)
Kategoria Z przyjaciólmi
...(nie do końca tak szybko jak w opisie..ale..całkiem..całkiem..opóźnienie tylko ok godziny - do przeżycia psychicznego, niezałamania i do Toporzyskowej wsi koło Rabki na 22 do Agi dojechania ;)...no to miłego pedałowania!!....
Trasa:
Gorlice - już na zjeździe z Pułaskiego dołączają się do mnie Maciej i Patryk, którzy odwieźli nas do Szymbarku...(start: miało być o 8...ale się delikatniutko przesunęło na godzinkę 9...sami wiecie - ranne pakowanie Anny...upychadło do sakw i worków naśmieci - Maciej i Patryk mężnie pomagali wszystko powciskać za co Im stokrotne dzięki...;)..) i komu w drogę temu rower!!...:)..
wyprawę czas zacząć!!...ile można siedzieć w domku..?..niedługo..bardzo niedługo..wakacje welcome tu!! ;) :D...
Na początku dopieka słoneczko..by później powlec się na ropskiej niebanalnymi kształtami chmurek i wycisnąć na nas mokrą ciecz o nazwie woda (płaszcze Patrykowskie są niezbędne - by mieć choć suchą bluzkę choć pod spodem...reszta..moknie i cieknie... a co tam woda do ŻYCIA i UBRAŃ GNICIA potrzebna jak nic!!! - trzeba sukcesywnie zmniejszać w sakwach skład procentowy odzienia ;P...a najlepiej zaczynać od początku...). Humory w pełni dopisują: czas umilamy karaokową darmochą...nuceniem...śmiechem...i pełną pogodą ducha...:D...potem extreme zjazd z dolnym natryskiem od kół do Grybowa i na slalomy...ku Ptaszkowej...od śmietników jak to powiedziała Anna już do szczyta nie daleko...więc hulaj pogoto my jedziem bez veto...na wzgórku promienie nas dopadają i muśnięciami swymi ładnie na drodze do Nowego Sącza osuszają. Odtankol i żarełko nowosączowskie zaliczone - teraz pedalmy na Wysokie o bułke mniej objuczone. 12 km podjazdu na coraz to ładniejszych widokach - tak..tak..warto było...acz bez zjazdu jak się okazało..pod górkę przemy...no coż!! w górki wyższe niż nasze kochane beskidy jedziemy! ;).. na horyzoncie superwidoczki na Beskid Wyspowy...eh...trzeba go potupać też pieszo nie tylko pogłaskać chciwym na takie horyzonty oczkiem...:)..śliczny, nie ma co...jest zielono..górzyście..popołudniowo..i narazie Anniście...;p...no oczywiście jak by to było gdyby jedna z Ann nic nie zgubiło..no AnnaO gubi połowe rzeczy...tytła w kałużowej toni swą zieloną karimate...takie atrakcje tuż przed Limanową, jeszcze c-p-n...na zakup linek...pan w prawdzie proponował Annie holownicze...ale odmówiła...cóż..prosić się nie będzie...ma teraz tylko granatowe ala samochodowe - trzeba w końcu przywiązać jakoś spadające manatki..;). Limanowa - owocowo-arbuziany popas przed kościołem i zakup pamiętnego bidonu po piwniczance - nieszklance...potem jeszcze supermarket i zainteresowanie pana paniami podróżkami - czyli atrakcja miejsca...pytania i miłe zdania..typowe - trzeba jechać..itd...itp..
Toporzysko - za dnia było miło ale się zakończyło...teraz na suchy nocleg dotarło...trochę tyłek zdarło...pomyliło i budynek OSP z miejscem do drzewa rżnięcia...ehh..Anna bliżej Maksia poznała..i nawet spagetti(z boczkiem-bez boczku pożerała)...pełen luksus z łóżkiem, pościelą i energiczną Agą ...babskie pogaduchy przed zaśnięciem...i pijane szczęściem i zmęczeniem zasypiamy z nadzieją kolejnego dnia..:)...
trochę cicho...;*...

Ptaszkowa © aniasz74

JA i OŚKA..mokre..uśmiechnięte-Ptasia zdobyta..!!..:)..

No..jakiś melon na WYsokim..:D..niuch niuch...ława moja!.. © aniasz74

Wysokie zdobyte ... pedały nie podkute...ale kobyłki się wytoczyły w słońcu i podmuchach zimnego wiatru...uśmiech na życzenie?..niee..humor dopisuje, głowa wariuje..serce bije...dwie wariatki jadą na double blond na łep i szyje..byle dalej od domu...byle bliżej w nieznane...;p..:D..:)..!!

dwie " Wysokie"...na jednym Wysokim..-akurat straż graniczna nie jechałapo raz 10 by zaszpanować terenówką i uśmiechnąć do dwóch wariatek :D..więć widać tyły - ładnie się zaczyna...;).. © aniasz74

niop..podpis z photo mówi sam za siebie..;P..

Wysokie - widok na nasz Beskid.. © aniasz74


Limanowa - wyżerka na schodach..hmm.. pod Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej. Zakup pamiątkowej piwniczanki..:D..arbuzy górą!!... © aniasz74

Siostrowanie...;P...

Sobota, 24 lipca 2010 · Komentarze(0)
Kategoria Z rodzinką
...czyli: przejażdżka z moją Agusią...niestety siostra nie uważa do końca, że pedały trzeba poruszać pracą mięśni nóg...próbuje siłą woli...co nie zawsze daje napęd większy niż 0km/h...a tak trudno mówić o zabójczym pędzie...czyli wychodzi: ok 4-5h...i 15,7km *2(bo wróciłyśmy) czyli..ok 31,4 km ...deszczowej..zimnej..wiatrowej pogody na siodle...;P...ze zmiennymi rowerami...w 1 str na Nuśce..w 2 na zardzewiałym Arkusie...
nie ma co...czad był...Gorlice-Pętna i powrót...no..rozjeżdżamy się przed rajdem 2-Blondowym..;P..:D..I hope so...;p..

...................................


Zamykasz oczy i czujesz jak twoje ciało wiruje w środku...
Buzuje na odlocie...usiłuje rozgrzać...przedrzeć hamulec...
i w końcu się udaje...ale...
tylko pod podporą tych wspomnień, które warto zapamiętać w sercu...
tylko pod poczuciem bezpieczeństwa, bez którego trudno podjąć wyzwanie choć o 1 krok...
tylko pod okapem nadzieii... że może będzie to Szczęście wieczne...
i poczuciem siły...potrzebnej na pokonanie każdej przeciwności...
;*...

...18-19...

Środa, 21 lipca 2010 · Komentarze(0)
Kategoria sama...
...gdzieś tyle km...moja ulubiona trasa z początków jeździectwa rowerowego(czyli sparzed dwóch lat)...mama mnie zawróciła z betonów przed domem...po rozkład jazdy autobusów...będąc koło centrum stwierdziłam że bynajmniej nie konam i bym coś popedaliła jeszcze...musiałam rozwiać trochę myśli i uspokoić mięśnie...było miło i zachodowo...niedaleczko: Kogutek-Krzyżówka Bęben-Zagórzany-w prawo boczną na torki- i w Gorlicowo...tak..to było to...:)...teraz w kimono...;);*...
....
Na rozstaju drogi czasem nie wiesz co zrobić...
Masz do wyboru różne opcje...ale wybierasz tą...niezaplanowaną...
Tą strone ... tą ścieżke...na którą twe kroki popycha serce...
i wiara, że to właśnie ta droga...
ta jedna...gdzie ślady zarysował zmysł Boga...
A nie twoje rozsądne i szczytowe "ja"...
...uspokuj się...przystań...a ją poczujesz...
Anioł sam odwórci twoją głowę...i pokaże...
;*...

Pomoc dla kości...śmierć starości!!...

Środa, 21 lipca 2010 · Komentarze(0)
Szosa..teren..wyżyny..i..doliny..w siodle..i podeszwami...
ulala...szalele trójkami..czyli...dla każdego coś dobrego...
Uczestniczyli: Maciej, Kuba(kuzyn Macieja) i ja ;).
W akcji: w pełni wypasiony kross-czołg terenowy Kuby...moja szoso-góralo-sprinterka i fuul szosówka śmigawka Macieja - no to jademy na zróżnicowany horyzont...byle w strone słońca...;)...energie trzeba rozładowywać..;)...!
Iaiao!!...Kogutek...Kozica...potem..oni: śmigu...śmigu...ja: ..troche mniej śmigu śmigu..a następnie mordercza walka o życie szosówek i w koncu spacer po głazach jakich świat nie widział a ujrzał...zdjęcia Kuby z góry...
next: podjazd pod Krzyż...na Golgocie...i zjazd na rozdroże ulic Konstantego i Krakowskiej...
Dzięki Rajdowcom za rozprostowanie kości i miłą przejażdżkę..;)
Baju...baj..

Namestov-Gorlicowo...sama w dziczy..;)..;D..

Wtorek, 20 lipca 2010 · Komentarze(0)
Kategoria sama...
Pakowanie...(chyba zajęło minute)...śniadanie...(za szybko)...pożegnanie...(minutosekunda)... i pojechali...jeszcze 1 spojżenie w tył za znikającymi...i piorunem z sercem w gradle przez Słowacje...oczywiście zrzucanie na 1 - ręczne :D...
Humor dopisuje całkowicie przez całą droge...jazda w myslach... km biegną dość dość...słoneczko grzeje...tiry jezdzą 5 cm ode mnie...troszke wiatru w twarz ...
za mną burza...grzmi...przede mną czyste niebo...no to jademy...w głowie muzyka..:)
opony są świetne jedzie się szybko...:)...
ok 17 - Sącz Nowy...pogubienie...i dowleczenie się na ok 21...22 do domku...
(żyje)...mam nadzieje że uczestnicy Passo Dello Stelvio też...
trzymajcie się szosy i siebie...czekam na raporty na Blipie i mam nadzieje wyjazd po Was wiecej niż 1 dniowy...

Przyjdzie rozstań czas...
I nie będzie nas...
Pozostanie po ognisku ślad...
i miejsce w myślach na oczekiwanie...


Złowieszcze chmurkina horyzoncie: podjazd pod Kluszkowce...;)


Kluszkowce zdobyte

Odprowadzka Kiniaszka(Yeti91) i Tomka(Dudek)...będe tęsknić...;*...

Poniedziałek, 19 lipca 2010 · Komentarze(0)
Kategoria Z przyjaciólmi
Ehh...wywiewa Ich w świat..przypedalą dopiero za miesiąć..;/...mam nadzieje że uda się wyjechać na powrót...;*
Zaczęło się: "odwiozę Was co najmniej do Sącza.."...skończyło na 180 kilka km...za Gorlicami...;)..koło Namestova na Słowacji...
Trasa spokojna..myślowa..z uśmiechem na twarzy i nieszaleńczą jazdą...
Atrakcje: powrót po ładowarke Kini pod Szpital...łapanie batonów(za 5 zł;))wyskakujących z sakw...zielonych klapek wciskających się między szpary na przyczepce...śpiewanie w czasiewieczornego powiewu bryzy nad Orawą...i supertowarzystwo...;)
Aswaltowanie: wyjazd ok 5.20...Gorlicowo-Nowy Sącz-Stary Sącz-Krościeńko Nad Dunjcem-Nowy Targ-Czarny Dunajec-Chochołów-(Slovakia)-Sucha Hora-krzyżówka koło Namestowa..;)...ok 23..
Dzięki temu poznałam wszystkich uczestników rajdu Passo Dello Stelvio...
.. ..
W świecie wywróconym do góry nogami...
topią się wspomnienia chwil i ludzi...
zmieniających kolory życia na jaśniejsze i cieplejsze...
i dających siłę by trwać...
bez względu na zamotany między ścieżkami życia...
szary wiatr w twarz...
..wieczorna bryza..;)...


Supermeni do boju!!!!!...niedaleczko...;)..


Ja i Kinia na odtankolu w trasie..;)...

Ostre podejście pod "serwis" ;D...nowosączowski...

Strome podejście daje się we znaki...czyli trzeba wałówy...;)..Kinia wytrwale dziubie równo tort "Passo Dello Stelvio"...

Tomek pod "Stokrotką"..;)..Nowy Targ...
(nie było picia z fontanny)...

Na przekór wiatru...na pomoc psychice...

Niedziela, 18 lipca 2010 · Komentarze(0)
Kategoria sama...
Test szosowych opon: pozytywny.
Pomoc dla dającego się we znaki ZNP(czyli-gryze lepiej nie drażnić): całkiem...całkiem... ...
Trasa : Gorlice-Moszczenica-Staszkówka-(leń)-Moszczenica-Krzyzówka-Zagórzany-(gruntowymi)-Gorlice...
W domku byłam równo z Aśką i WIktorem (wyczucie);P...
Brak upragnionych zdjęć...następnym razem coś wlepie...chyba ze nie wlepie...
Jutro: odwózka Passo dello Stelvio, czyli Kini(Yeti91) i Tomka(Dudek)...mam nadzieje że będzie ok...kawałeczek...rankiem...
także... wale w kimono...baj..baj..lando..;)..;*..
----------------------------------------------------------------------------
---------- ------ --- -- - - - --- --- ---- ------ -----
dobra dziś mój mózg nie nadaje już na falach...bez natchnień...bez ... do do..jutra?...się okaże...;*...

Jednokierunkowość: na kendach...kwestach...Nuśka...pomyka...;)...nie doganiat jej żadna bryka...;D...

Sobota, 17 lipca 2010 · Komentarze(0)
Poważna decyzja!! : zmiana oponek z 1.95 na 1.25...poradziłam się ekspertów: Macieja.K. i Kini.W.(znanej jako Yeti91) i pognałam ku Gorlikowi-Roweksowi. Podzękowania dla Macieja za ekspresowe założenie nowego materiału (i zdjęcie starego pruchna ;) - może się jeszcze kiedyś przydadzą..kto wie...;)..). Dziś w siodle ok 0.5..albo i wiecej km..(mega trasa ;D)..potem jako kierowca do Babci i Dziadzia na 80 urodziny...a następnie powrót poznym wieczorkiem...
. ... ...... ........
Może coś z innej półkuli mózgu...dosłądzane szczyptą serca...
. ... ...... ........
Kiedy brakuje Ci Kogoś na świecie...
Wieczorem...w cichośći niewypowiedzianych słów i bajkowych pożarów zachodu...
Opierasz myśli o framugę okna...
I znikasz na ścieżkach dyktowanego...wyobrażonego szczęścia..;*...
. ... ...... Dobranoc wszystkim..;)...

HoMoGiAnT...HoMoNuŚkA...i...HeTeRoMoNtAnA ;D...!!!...

Piątek, 16 lipca 2010 · Komentarze(0)
Kategoria Z przyjaciólmi
Czysta... cofnięta myślami w czasie... hmm...;)...można podróżować po klawiaturze w kierunku przywołania wspomnień z czasu sprzed kilku godzin...;). Czyli...zaczynam pisać bloga rowerowego..i nie tylko...;D...!
Na początek... dzięki wielkie Towarzyszom ( Bartkowi.K. i Maciejowi ;D) za 16-lipcowe pedalenie po...cóż..bliżej nieokreślonych nazwą okolicach...czyli jazda w siną dal..a w sumie to..ta dal to tak zielono-pomaranczowo-czerwona...superzachodowa ;)...mhmmm...i 30 stopni z nieba...;)...
Slalomowaliśmy po rozdrożach...asfalcie...kamieniach...dziurach...czyli gdzie oczy poniosły a umysły nie nadążały...;)...( to znaczy przynajmniej mój - Maciej i Bartek.K. podejmowali decyzje zupełnie na trzeźwo - ja się toczyłam za nimi z płucami w gardle i w 10 strefie...( cokolwiek to oznacza ;D;D... )...
Atrakcje wieczoru:
1.Naćpanie się smrodem farby do malowania framug szyb...
2.Ok 50km trasa o zachodzie po okolicach z Dwoma Szybkimi...
Podpunkty:
* Szaleństwa Towarzyszy:... jazda bez trzymanki, gonitwy za motorami...ściganie...rozmowa z "uprzejmymi" kierowcami...(język palcowo-migowy)...(ja w tyle z sercem na ręce..)...
Next :
* Maciej uzupełnia niedobory żelaza i pełnowartościowego białka połykając muchy...(pomysłowe)...-ja je raczej łapie oczami...
* Maciej porównuje moją łydkę do łydki Bartka.K. na Kogutku ..;D...
* Bartek.K. stwierdza że to komplement..(?)...a Maciej dodaje, że przecież nie chodziło mu o to że nieogolona - goliłam dzień wcześniej wiec nie wiem...może Maciej ma jakiś laser w oczach...widzi rosnące cebulki czy co...;P...( łał )
* Towarzysze odwożą mnie pod wjazd..i dla wtajemniczonych : rozmowa o homo i hetero - dopasowaniu do rowerów..;D..;*..
Decyzja o pisaniu bloga..(właśnie m się licznik sknocił ;P ale moze tata zlutuje...;)..jutro->chyba zmiana oponek...moze sie w cienszych nie pozabijam ;P..
*** DZIĘKUJE!!;...DOBRANOC..!! :)