Wpisy archiwalne w kategorii

Double Blond 2010 ;D!!

Dystans całkowity:93.37 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:b.d.
Średnia prędkość:b.d.
Liczba aktywności:1
Średnio na aktywność:93.37 km
Więcej statystyk

Toporzysko-Sucha Beskidzka-Wadowice-Zator-Auschwitz...Oświęcim...

Piątek, 30 lipca 2010 · Komentarze(0)
Poranek w miękkim łóżku...troszku szaro ale słońce świeci...tak więc..Anna jako starsza bierze pełną odpowiedzialność za pobudkowe godziny i trzeźwo wypowiada w półśnie słowa ku moim uszom (ok 8 rano) : "Anka..!!..(tarmosi)..wstajemy..!!.."...i rys w poduszke..chrr...xD..no to ja sobie myśle..no to wstałyśmy..xD..i też śpie..tak 8.20 budzi nas Aga promiennym usmiechem, herbatą oraz kanapkami z serkiem i pomidorami...które lądowały automatycznie z kromeczek Ośki na moje - Anna nie trawi pomidorów w dziewiczej postaci..woli przeróbki..;p...ale papryke już zje!...
Dzien dość pochmurny ale wsiadamy na swe pojazdy(jeszcze tylko pożegnanie z Agą i Anny z Maksiem ;p...)..i toczymy się pod górkę jordanowską...potem projemy z przerwami na jedzenie(A ! Maków Podhalański) juz ok 20 km..czy wcześniej-(żarłoczność nasza nie miała granic..)..przelatujemy przez Suchą Beskidzką(Aga miała nawiedzić dziś te strony ale jej nie widziałyśmy - cóż naszej prędkośći trudno dorównać..pewnie autobus pyrkotał z tyłu nie mogąc wyprzedzić 2 krów - bywa, sory...;p..)..potem korkaaaami toooczymyyy się do Wadowic...gdy Macieju dzwoni Anna okiem znawcy musnęła mapę i juz wiedziała! " 50 km co najmniej do Wadowic"...liczba nie straszna..no ale..co się okazuje 5 km dalej..chyba mnie oczy mylą albo mam problemy wzrokowe: Tablica: WADOWICE 15 xD....cóż..to do Oświęcimia miałyśmy ok 50 z Makowa a nie do Domu Papieża J.P.II [*]...aaa..no...przed Wadowicami zbiornik..nienapełniony-jakiś samochodzik jak mrówka śmigał po jego dnie, jeszcze nie tonącym w wodzie, ale jak będziemy tam kiedyś przejezdzać jeszcze raz to kto wie..moze tylko będzie tafla wody ;P..W Wadowicach..do Kościoła oraz na kremówki..Anna zaszalała i zamiast dwóch przyniosła..5 :D..bo..jak sie kupuje 4 to 5 gratis...no to była wyżerka: dla nas po 2 a ta 5 na spółe dla Macieja i Domi- wiedziałyśmy że będa przejezdzać pózno i sie do sklepiku nie załapią wieć miłosiernie im podarowałyśmy ów smakołyk dzionka(ok 11) dnia następnego w Oświęcimu ;D...zjedli zjedli..po zdjęciach czas w drogę...coś kropi..leje..to znów wygląda słoneczko..róznie to bywało ale w koncu docieramy do Oświęcimia i tam pedalimy do Auschwitz..trzeba to zobaczyć choc raz..mi ogółem było niezbyt dobrze..tragedia ludzi..mordy..cyklonem B..komory..to trzeba zobaczyć...przezywanie w myślach historii istnien od nowa...warto...wieczny odpoczynek [*][*][*]...
...humory nie te...pojechałyśmy jeszcze coś zjeść...i na ul. Jodłową do Broszkowic...tam witają nas mała Julia :D:D..:*..i Jej Mama, Tata oraz Babcia..
Bardzo gościnne przyjęcie..kolejna noc w mieszkaniu...ciepłe prysznice..łóżko..dla pozostałych 2 obywateli podróży - spoznialskich - materac...ogółem ..nastrojowy pokoj :D:D:D:D...te obrazki..jemioła...no spać i spać..no z tym spaniem to nam wyszło...;:D:D...chyba do 11...ale to juz historia następnego dnia..a!..no zwalili sie ok 11..a posziśmy spać..no ok 1 :D:D...heh..dzien jak każdy ze świrami..niezwykły ...i przeciągnięty na chwile następnego dnia..:D..dobranoc..:*..