Wpisy archiwalne w kategorii

Z przyjaciólmi

Dystans całkowity:699.06 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:16:07
Średnia prędkość:17.01 km/h
Maksymalna prędkość:47.00 km/h
Liczba aktywności:9
Średnio na aktywność:77.67 km i 5h 22m
Więcej statystyk

Przywitać Dominikę i Macieja

Poniedziałek, 30 sierpnia 2010 · Komentarze(0)
Sitnica na zakręcie...szybko..deszczowo...witam Państwa w obrębie codzienności południowo-małopolskiej...
Czasem myśli idą za szybko, zdarzenia lecą bez zamyślenia... Przemijając dajemy dowód istnienia, zostawiamy ślad w wieczności...wchodząc w zakręt..wcale nie wychodzimy na prostą...tylko oczekujemy z nadzieją ze nowe chwyty do życia...

Na spacer...gorlicowo nocą...kilka mysli..
Zrozumienie motywu świeczki.
Wosk zbieramy wytrwqałością, cierpliwością, nadzieją, odkrywaniem(lepiej) z przerwagą dużych odległości, pozbywaniem się z serca zazdrości...
Zapałki łatwo znalezc w kieszeni. Nie każde krzesiwo miota silnie...nie zawsze wosk jest dziurawy...ale jak za mocno zapłonie ogień, ciepło może popatrzyć.
Szczęście - jak nadal się tli. W całkowitym mroku nie ujdziesz kroku..z lekkim światłem możesz choć chwycić za rękę. Możesz uśmiechnąć..i spróbować odbudować wosk na nowo. Tym razem zrób to dobrze, nie schrzań. Życie jest jedno.

\nocna gra w szachy z tatą...mat dla mojego króla...hmm...na dodatek 4 wilki jakieś upośledzone...1 owca taty je staranowała...na koniec stwierdził że muszę się nauczyć grać w brydża...i dodał:
"hmm...tylko to jest gra dla inteligentnych...";D...porąbany dzień...

Po Stelvio

Poniedziałek, 16 sierpnia 2010 · Komentarze(0)
Kategoria Z przyjaciólmi
Bez licznika...liczącego...km podane na wzroku jezdzącym po tablicach i liczniku w głowie...
przyjechali Oczekiwani...na szczęście niedługo...:*...
...
Gratulacje przejechania wyprawy Kochani..;*...

Toporzysko-Sucha Beskidzka-Wadowice-Zator-Auschwitz...Oświęcim...

Piątek, 30 lipca 2010 · Komentarze(0)
Poranek w miękkim łóżku...troszku szaro ale słońce świeci...tak więc..Anna jako starsza bierze pełną odpowiedzialność za pobudkowe godziny i trzeźwo wypowiada w półśnie słowa ku moim uszom (ok 8 rano) : "Anka..!!..(tarmosi)..wstajemy..!!.."...i rys w poduszke..chrr...xD..no to ja sobie myśle..no to wstałyśmy..xD..i też śpie..tak 8.20 budzi nas Aga promiennym usmiechem, herbatą oraz kanapkami z serkiem i pomidorami...które lądowały automatycznie z kromeczek Ośki na moje - Anna nie trawi pomidorów w dziewiczej postaci..woli przeróbki..;p...ale papryke już zje!...
Dzien dość pochmurny ale wsiadamy na swe pojazdy(jeszcze tylko pożegnanie z Agą i Anny z Maksiem ;p...)..i toczymy się pod górkę jordanowską...potem projemy z przerwami na jedzenie(A ! Maków Podhalański) juz ok 20 km..czy wcześniej-(żarłoczność nasza nie miała granic..)..przelatujemy przez Suchą Beskidzką(Aga miała nawiedzić dziś te strony ale jej nie widziałyśmy - cóż naszej prędkośći trudno dorównać..pewnie autobus pyrkotał z tyłu nie mogąc wyprzedzić 2 krów - bywa, sory...;p..)..potem korkaaaami toooczymyyy się do Wadowic...gdy Macieju dzwoni Anna okiem znawcy musnęła mapę i juz wiedziała! " 50 km co najmniej do Wadowic"...liczba nie straszna..no ale..co się okazuje 5 km dalej..chyba mnie oczy mylą albo mam problemy wzrokowe: Tablica: WADOWICE 15 xD....cóż..to do Oświęcimia miałyśmy ok 50 z Makowa a nie do Domu Papieża J.P.II [*]...aaa..no...przed Wadowicami zbiornik..nienapełniony-jakiś samochodzik jak mrówka śmigał po jego dnie, jeszcze nie tonącym w wodzie, ale jak będziemy tam kiedyś przejezdzać jeszcze raz to kto wie..moze tylko będzie tafla wody ;P..W Wadowicach..do Kościoła oraz na kremówki..Anna zaszalała i zamiast dwóch przyniosła..5 :D..bo..jak sie kupuje 4 to 5 gratis...no to była wyżerka: dla nas po 2 a ta 5 na spółe dla Macieja i Domi- wiedziałyśmy że będa przejezdzać pózno i sie do sklepiku nie załapią wieć miłosiernie im podarowałyśmy ów smakołyk dzionka(ok 11) dnia następnego w Oświęcimu ;D...zjedli zjedli..po zdjęciach czas w drogę...coś kropi..leje..to znów wygląda słoneczko..róznie to bywało ale w koncu docieramy do Oświęcimia i tam pedalimy do Auschwitz..trzeba to zobaczyć choc raz..mi ogółem było niezbyt dobrze..tragedia ludzi..mordy..cyklonem B..komory..to trzeba zobaczyć...przezywanie w myślach historii istnien od nowa...warto...wieczny odpoczynek [*][*][*]...
...humory nie te...pojechałyśmy jeszcze coś zjeść...i na ul. Jodłową do Broszkowic...tam witają nas mała Julia :D:D..:*..i Jej Mama, Tata oraz Babcia..
Bardzo gościnne przyjęcie..kolejna noc w mieszkaniu...ciepłe prysznice..łóżko..dla pozostałych 2 obywateli podróży - spoznialskich - materac...ogółem ..nastrojowy pokoj :D:D:D:D...te obrazki..jemioła...no spać i spać..no z tym spaniem to nam wyszło...;:D:D...chyba do 11...ale to juz historia następnego dnia..a!..no zwalili sie ok 11..a posziśmy spać..no ok 1 :D:D...heh..dzien jak każdy ze świrami..niezwykły ...i przeciągnięty na chwile następnego dnia..:D..dobranoc..:*..

Double Annas Blond Mountain Bike Expedition 2010 - ready...steady...go!!..:D...

Czwartek, 29 lipca 2010 · Komentarze(0)
Kategoria Z przyjaciólmi
...(nie do końca tak szybko jak w opisie..ale..całkiem..całkiem..opóźnienie tylko ok godziny - do przeżycia psychicznego, niezałamania i do Toporzyskowej wsi koło Rabki na 22 do Agi dojechania ;)...no to miłego pedałowania!!....
Trasa:
Gorlice - już na zjeździe z Pułaskiego dołączają się do mnie Maciej i Patryk, którzy odwieźli nas do Szymbarku...(start: miało być o 8...ale się delikatniutko przesunęło na godzinkę 9...sami wiecie - ranne pakowanie Anny...upychadło do sakw i worków naśmieci - Maciej i Patryk mężnie pomagali wszystko powciskać za co Im stokrotne dzięki...;)..) i komu w drogę temu rower!!...:)..
wyprawę czas zacząć!!...ile można siedzieć w domku..?..niedługo..bardzo niedługo..wakacje welcome tu!! ;) :D...
Na początku dopieka słoneczko..by później powlec się na ropskiej niebanalnymi kształtami chmurek i wycisnąć na nas mokrą ciecz o nazwie woda (płaszcze Patrykowskie są niezbędne - by mieć choć suchą bluzkę choć pod spodem...reszta..moknie i cieknie... a co tam woda do ŻYCIA i UBRAŃ GNICIA potrzebna jak nic!!! - trzeba sukcesywnie zmniejszać w sakwach skład procentowy odzienia ;P...a najlepiej zaczynać od początku...). Humory w pełni dopisują: czas umilamy karaokową darmochą...nuceniem...śmiechem...i pełną pogodą ducha...:D...potem extreme zjazd z dolnym natryskiem od kół do Grybowa i na slalomy...ku Ptaszkowej...od śmietników jak to powiedziała Anna już do szczyta nie daleko...więc hulaj pogoto my jedziem bez veto...na wzgórku promienie nas dopadają i muśnięciami swymi ładnie na drodze do Nowego Sącza osuszają. Odtankol i żarełko nowosączowskie zaliczone - teraz pedalmy na Wysokie o bułke mniej objuczone. 12 km podjazdu na coraz to ładniejszych widokach - tak..tak..warto było...acz bez zjazdu jak się okazało..pod górkę przemy...no coż!! w górki wyższe niż nasze kochane beskidy jedziemy! ;).. na horyzoncie superwidoczki na Beskid Wyspowy...eh...trzeba go potupać też pieszo nie tylko pogłaskać chciwym na takie horyzonty oczkiem...:)..śliczny, nie ma co...jest zielono..górzyście..popołudniowo..i narazie Anniście...;p...no oczywiście jak by to było gdyby jedna z Ann nic nie zgubiło..no AnnaO gubi połowe rzeczy...tytła w kałużowej toni swą zieloną karimate...takie atrakcje tuż przed Limanową, jeszcze c-p-n...na zakup linek...pan w prawdzie proponował Annie holownicze...ale odmówiła...cóż..prosić się nie będzie...ma teraz tylko granatowe ala samochodowe - trzeba w końcu przywiązać jakoś spadające manatki..;). Limanowa - owocowo-arbuziany popas przed kościołem i zakup pamiętnego bidonu po piwniczance - nieszklance...potem jeszcze supermarket i zainteresowanie pana paniami podróżkami - czyli atrakcja miejsca...pytania i miłe zdania..typowe - trzeba jechać..itd...itp..
Toporzysko - za dnia było miło ale się zakończyło...teraz na suchy nocleg dotarło...trochę tyłek zdarło...pomyliło i budynek OSP z miejscem do drzewa rżnięcia...ehh..Anna bliżej Maksia poznała..i nawet spagetti(z boczkiem-bez boczku pożerała)...pełen luksus z łóżkiem, pościelą i energiczną Agą ...babskie pogaduchy przed zaśnięciem...i pijane szczęściem i zmęczeniem zasypiamy z nadzieją kolejnego dnia..:)...
trochę cicho...;*...

Ptaszkowa © aniasz74

JA i OŚKA..mokre..uśmiechnięte-Ptasia zdobyta..!!..:)..

No..jakiś melon na WYsokim..:D..niuch niuch...ława moja!.. © aniasz74

Wysokie zdobyte ... pedały nie podkute...ale kobyłki się wytoczyły w słońcu i podmuchach zimnego wiatru...uśmiech na życzenie?..niee..humor dopisuje, głowa wariuje..serce bije...dwie wariatki jadą na double blond na łep i szyje..byle dalej od domu...byle bliżej w nieznane...;p..:D..:)..!!

dwie " Wysokie"...na jednym Wysokim..-akurat straż graniczna nie jechałapo raz 10 by zaszpanować terenówką i uśmiechnąć do dwóch wariatek :D..więć widać tyły - ładnie się zaczyna...;).. © aniasz74

niop..podpis z photo mówi sam za siebie..;P..

Wysokie - widok na nasz Beskid.. © aniasz74


Limanowa - wyżerka na schodach..hmm.. pod Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej. Zakup pamiątkowej piwniczanki..:D..arbuzy górą!!... © aniasz74

Pomoc dla kości...śmierć starości!!...

Środa, 21 lipca 2010 · Komentarze(0)
Szosa..teren..wyżyny..i..doliny..w siodle..i podeszwami...
ulala...szalele trójkami..czyli...dla każdego coś dobrego...
Uczestniczyli: Maciej, Kuba(kuzyn Macieja) i ja ;).
W akcji: w pełni wypasiony kross-czołg terenowy Kuby...moja szoso-góralo-sprinterka i fuul szosówka śmigawka Macieja - no to jademy na zróżnicowany horyzont...byle w strone słońca...;)...energie trzeba rozładowywać..;)...!
Iaiao!!...Kogutek...Kozica...potem..oni: śmigu...śmigu...ja: ..troche mniej śmigu śmigu..a następnie mordercza walka o życie szosówek i w koncu spacer po głazach jakich świat nie widział a ujrzał...zdjęcia Kuby z góry...
next: podjazd pod Krzyż...na Golgocie...i zjazd na rozdroże ulic Konstantego i Krakowskiej...
Dzięki Rajdowcom za rozprostowanie kości i miłą przejażdżkę..;)
Baju...baj..

Odprowadzka Kiniaszka(Yeti91) i Tomka(Dudek)...będe tęsknić...;*...

Poniedziałek, 19 lipca 2010 · Komentarze(0)
Kategoria Z przyjaciólmi
Ehh...wywiewa Ich w świat..przypedalą dopiero za miesiąć..;/...mam nadzieje że uda się wyjechać na powrót...;*
Zaczęło się: "odwiozę Was co najmniej do Sącza.."...skończyło na 180 kilka km...za Gorlicami...;)..koło Namestova na Słowacji...
Trasa spokojna..myślowa..z uśmiechem na twarzy i nieszaleńczą jazdą...
Atrakcje: powrót po ładowarke Kini pod Szpital...łapanie batonów(za 5 zł;))wyskakujących z sakw...zielonych klapek wciskających się między szpary na przyczepce...śpiewanie w czasiewieczornego powiewu bryzy nad Orawą...i supertowarzystwo...;)
Aswaltowanie: wyjazd ok 5.20...Gorlicowo-Nowy Sącz-Stary Sącz-Krościeńko Nad Dunjcem-Nowy Targ-Czarny Dunajec-Chochołów-(Slovakia)-Sucha Hora-krzyżówka koło Namestowa..;)...ok 23..
Dzięki temu poznałam wszystkich uczestników rajdu Passo Dello Stelvio...
.. ..
W świecie wywróconym do góry nogami...
topią się wspomnienia chwil i ludzi...
zmieniających kolory życia na jaśniejsze i cieplejsze...
i dających siłę by trwać...
bez względu na zamotany między ścieżkami życia...
szary wiatr w twarz...
..wieczorna bryza..;)...


Supermeni do boju!!!!!...niedaleczko...;)..


Ja i Kinia na odtankolu w trasie..;)...

Ostre podejście pod "serwis" ;D...nowosączowski...

Strome podejście daje się we znaki...czyli trzeba wałówy...;)..Kinia wytrwale dziubie równo tort "Passo Dello Stelvio"...

Tomek pod "Stokrotką"..;)..Nowy Targ...
(nie było picia z fontanny)...

Jednokierunkowość: na kendach...kwestach...Nuśka...pomyka...;)...nie doganiat jej żadna bryka...;D...

Sobota, 17 lipca 2010 · Komentarze(0)
Poważna decyzja!! : zmiana oponek z 1.95 na 1.25...poradziłam się ekspertów: Macieja.K. i Kini.W.(znanej jako Yeti91) i pognałam ku Gorlikowi-Roweksowi. Podzękowania dla Macieja za ekspresowe założenie nowego materiału (i zdjęcie starego pruchna ;) - może się jeszcze kiedyś przydadzą..kto wie...;)..). Dziś w siodle ok 0.5..albo i wiecej km..(mega trasa ;D)..potem jako kierowca do Babci i Dziadzia na 80 urodziny...a następnie powrót poznym wieczorkiem...
. ... ...... ........
Może coś z innej półkuli mózgu...dosłądzane szczyptą serca...
. ... ...... ........
Kiedy brakuje Ci Kogoś na świecie...
Wieczorem...w cichośći niewypowiedzianych słów i bajkowych pożarów zachodu...
Opierasz myśli o framugę okna...
I znikasz na ścieżkach dyktowanego...wyobrażonego szczęścia..;*...
. ... ...... Dobranoc wszystkim..;)...

HoMoGiAnT...HoMoNuŚkA...i...HeTeRoMoNtAnA ;D...!!!...

Piątek, 16 lipca 2010 · Komentarze(0)
Kategoria Z przyjaciólmi
Czysta... cofnięta myślami w czasie... hmm...;)...można podróżować po klawiaturze w kierunku przywołania wspomnień z czasu sprzed kilku godzin...;). Czyli...zaczynam pisać bloga rowerowego..i nie tylko...;D...!
Na początek... dzięki wielkie Towarzyszom ( Bartkowi.K. i Maciejowi ;D) za 16-lipcowe pedalenie po...cóż..bliżej nieokreślonych nazwą okolicach...czyli jazda w siną dal..a w sumie to..ta dal to tak zielono-pomaranczowo-czerwona...superzachodowa ;)...mhmmm...i 30 stopni z nieba...;)...
Slalomowaliśmy po rozdrożach...asfalcie...kamieniach...dziurach...czyli gdzie oczy poniosły a umysły nie nadążały...;)...( to znaczy przynajmniej mój - Maciej i Bartek.K. podejmowali decyzje zupełnie na trzeźwo - ja się toczyłam za nimi z płucami w gardle i w 10 strefie...( cokolwiek to oznacza ;D;D... )...
Atrakcje wieczoru:
1.Naćpanie się smrodem farby do malowania framug szyb...
2.Ok 50km trasa o zachodzie po okolicach z Dwoma Szybkimi...
Podpunkty:
* Szaleństwa Towarzyszy:... jazda bez trzymanki, gonitwy za motorami...ściganie...rozmowa z "uprzejmymi" kierowcami...(język palcowo-migowy)...(ja w tyle z sercem na ręce..)...
Next :
* Maciej uzupełnia niedobory żelaza i pełnowartościowego białka połykając muchy...(pomysłowe)...-ja je raczej łapie oczami...
* Maciej porównuje moją łydkę do łydki Bartka.K. na Kogutku ..;D...
* Bartek.K. stwierdza że to komplement..(?)...a Maciej dodaje, że przecież nie chodziło mu o to że nieogolona - goliłam dzień wcześniej wiec nie wiem...może Maciej ma jakiś laser w oczach...widzi rosnące cebulki czy co...;P...( łał )
* Towarzysze odwożą mnie pod wjazd..i dla wtajemniczonych : rozmowa o homo i hetero - dopasowaniu do rowerów..;D..;*..
Decyzja o pisaniu bloga..(właśnie m się licznik sknocił ;P ale moze tata zlutuje...;)..jutro->chyba zmiana oponek...moze sie w cienszych nie pozabijam ;P..
*** DZIĘKUJE!!;...DOBRANOC..!! :)