...czyli: przejażdżka z moją Agusią...niestety siostra nie uważa do końca, że pedały trzeba poruszać pracą mięśni nóg...próbuje siłą woli...co nie zawsze daje napęd większy niż 0km/h...a tak trudno mówić o zabójczym pędzie...czyli wychodzi: ok 4-5h...i 15,7km *2(bo wróciłyśmy) czyli..ok 31,4 km ...deszczowej..zimnej..wiatrowej pogody na siodle...;P...ze zmiennymi rowerami...w 1 str na Nuśce..w 2 na zardzewiałym Arkusie... nie ma co...czad był...Gorlice-Pętna i powrót...no..rozjeżdżamy się przed rajdem 2-Blondowym..;P..:D..I hope so...;p..
...................................
Zamykasz oczy i czujesz jak twoje ciało wiruje w środku... Buzuje na odlocie...usiłuje rozgrzać...przedrzeć hamulec... i w końcu się udaje...ale... tylko pod podporą tych wspomnień, które warto zapamiętać w sercu... tylko pod poczuciem bezpieczeństwa, bez którego trudno podjąć wyzwanie choć o 1 krok... tylko pod okapem nadzieii... że może będzie to Szczęście wieczne... i poczuciem siły...potrzebnej na pokonanie każdej przeciwności... ;*...