Double Annas Blond Mountain Bike Expedition 2010 - ready...steady...go!!..:D...
Czwartek, 29 lipca 2010
· Komentarze(0)
Kategoria Z przyjaciólmi
...(nie do końca tak szybko jak w opisie..ale..całkiem..całkiem..opóźnienie tylko ok godziny - do przeżycia psychicznego, niezałamania i do Toporzyskowej wsi koło Rabki na 22 do Agi dojechania ;)...no to miłego pedałowania!!....
Trasa:
Gorlice - już na zjeździe z Pułaskiego dołączają się do mnie Maciej i Patryk, którzy odwieźli nas do Szymbarku...(start: miało być o 8...ale się delikatniutko przesunęło na godzinkę 9...sami wiecie - ranne pakowanie Anny...upychadło do sakw i worków naśmieci - Maciej i Patryk mężnie pomagali wszystko powciskać za co Im stokrotne dzięki...;)..) i komu w drogę temu rower!!...:)..
wyprawę czas zacząć!!...ile można siedzieć w domku..?..niedługo..bardzo niedługo..wakacje welcome tu!! ;) :D...
Na początku dopieka słoneczko..by później powlec się na ropskiej niebanalnymi kształtami chmurek i wycisnąć na nas mokrą ciecz o nazwie woda (płaszcze Patrykowskie są niezbędne - by mieć choć suchą bluzkę choć pod spodem...reszta..moknie i cieknie... a co tam woda do ŻYCIA i UBRAŃ GNICIA potrzebna jak nic!!! - trzeba sukcesywnie zmniejszać w sakwach skład procentowy odzienia ;P...a najlepiej zaczynać od początku...). Humory w pełni dopisują: czas umilamy karaokową darmochą...nuceniem...śmiechem...i pełną pogodą ducha...:D...potem extreme zjazd z dolnym natryskiem od kół do Grybowa i na slalomy...ku Ptaszkowej...od śmietników jak to powiedziała Anna już do szczyta nie daleko...więc hulaj pogoto my jedziem bez veto...na wzgórku promienie nas dopadają i muśnięciami swymi ładnie na drodze do Nowego Sącza osuszają. Odtankol i żarełko nowosączowskie zaliczone - teraz pedalmy na Wysokie o bułke mniej objuczone. 12 km podjazdu na coraz to ładniejszych widokach - tak..tak..warto było...acz bez zjazdu jak się okazało..pod górkę przemy...no coż!! w górki wyższe niż nasze kochane beskidy jedziemy! ;).. na horyzoncie superwidoczki na Beskid Wyspowy...eh...trzeba go potupać też pieszo nie tylko pogłaskać chciwym na takie horyzonty oczkiem...:)..śliczny, nie ma co...jest zielono..górzyście..popołudniowo..i narazie Anniście...;p...no oczywiście jak by to było gdyby jedna z Ann nic nie zgubiło..no AnnaO gubi połowe rzeczy...tytła w kałużowej toni swą zieloną karimate...takie atrakcje tuż przed Limanową, jeszcze c-p-n...na zakup linek...pan w prawdzie proponował Annie holownicze...ale odmówiła...cóż..prosić się nie będzie...ma teraz tylko granatowe ala samochodowe - trzeba w końcu przywiązać jakoś spadające manatki..;). Limanowa - owocowo-arbuziany popas przed kościołem i zakup pamiętnego bidonu po piwniczance - nieszklance...potem jeszcze supermarket i zainteresowanie pana paniami podróżkami - czyli atrakcja miejsca...pytania i miłe zdania..typowe - trzeba jechać..itd...itp..
Toporzysko - za dnia było miło ale się zakończyło...teraz na suchy nocleg dotarło...trochę tyłek zdarło...pomyliło i budynek OSP z miejscem do drzewa rżnięcia...ehh..Anna bliżej Maksia poznała..i nawet spagetti(z boczkiem-bez boczku pożerała)...pełen luksus z łóżkiem, pościelą i energiczną Agą ...babskie pogaduchy przed zaśnięciem...i pijane szczęściem i zmęczeniem zasypiamy z nadzieją kolejnego dnia..:)...
trochę cicho...;*...

JA i OŚKA..mokre..uśmiechnięte-Ptasia zdobyta..!!..:)..

Wysokie zdobyte ... pedały nie podkute...ale kobyłki się wytoczyły w słońcu i podmuchach zimnego wiatru...uśmiech na życzenie?..niee..humor dopisuje, głowa wariuje..serce bije...dwie wariatki jadą na double blond na łep i szyje..byle dalej od domu...byle bliżej w nieznane...;p..:D..:)..!!

niop..podpis z photo mówi sam za siebie..;P..

Trasa:
Gorlice - już na zjeździe z Pułaskiego dołączają się do mnie Maciej i Patryk, którzy odwieźli nas do Szymbarku...(start: miało być o 8...ale się delikatniutko przesunęło na godzinkę 9...sami wiecie - ranne pakowanie Anny...upychadło do sakw i worków naśmieci - Maciej i Patryk mężnie pomagali wszystko powciskać za co Im stokrotne dzięki...;)..) i komu w drogę temu rower!!...:)..
wyprawę czas zacząć!!...ile można siedzieć w domku..?..niedługo..bardzo niedługo..wakacje welcome tu!! ;) :D...
Na początku dopieka słoneczko..by później powlec się na ropskiej niebanalnymi kształtami chmurek i wycisnąć na nas mokrą ciecz o nazwie woda (płaszcze Patrykowskie są niezbędne - by mieć choć suchą bluzkę choć pod spodem...reszta..moknie i cieknie... a co tam woda do ŻYCIA i UBRAŃ GNICIA potrzebna jak nic!!! - trzeba sukcesywnie zmniejszać w sakwach skład procentowy odzienia ;P...a najlepiej zaczynać od początku...). Humory w pełni dopisują: czas umilamy karaokową darmochą...nuceniem...śmiechem...i pełną pogodą ducha...:D...potem extreme zjazd z dolnym natryskiem od kół do Grybowa i na slalomy...ku Ptaszkowej...od śmietników jak to powiedziała Anna już do szczyta nie daleko...więc hulaj pogoto my jedziem bez veto...na wzgórku promienie nas dopadają i muśnięciami swymi ładnie na drodze do Nowego Sącza osuszają. Odtankol i żarełko nowosączowskie zaliczone - teraz pedalmy na Wysokie o bułke mniej objuczone. 12 km podjazdu na coraz to ładniejszych widokach - tak..tak..warto było...acz bez zjazdu jak się okazało..pod górkę przemy...no coż!! w górki wyższe niż nasze kochane beskidy jedziemy! ;).. na horyzoncie superwidoczki na Beskid Wyspowy...eh...trzeba go potupać też pieszo nie tylko pogłaskać chciwym na takie horyzonty oczkiem...:)..śliczny, nie ma co...jest zielono..górzyście..popołudniowo..i narazie Anniście...;p...no oczywiście jak by to było gdyby jedna z Ann nic nie zgubiło..no AnnaO gubi połowe rzeczy...tytła w kałużowej toni swą zieloną karimate...takie atrakcje tuż przed Limanową, jeszcze c-p-n...na zakup linek...pan w prawdzie proponował Annie holownicze...ale odmówiła...cóż..prosić się nie będzie...ma teraz tylko granatowe ala samochodowe - trzeba w końcu przywiązać jakoś spadające manatki..;). Limanowa - owocowo-arbuziany popas przed kościołem i zakup pamiętnego bidonu po piwniczance - nieszklance...potem jeszcze supermarket i zainteresowanie pana paniami podróżkami - czyli atrakcja miejsca...pytania i miłe zdania..typowe - trzeba jechać..itd...itp..
Toporzysko - za dnia było miło ale się zakończyło...teraz na suchy nocleg dotarło...trochę tyłek zdarło...pomyliło i budynek OSP z miejscem do drzewa rżnięcia...ehh..Anna bliżej Maksia poznała..i nawet spagetti(z boczkiem-bez boczku pożerała)...pełen luksus z łóżkiem, pościelą i energiczną Agą ...babskie pogaduchy przed zaśnięciem...i pijane szczęściem i zmęczeniem zasypiamy z nadzieją kolejnego dnia..:)...
trochę cicho...;*...

Ptaszkowa© aniasz74
JA i OŚKA..mokre..uśmiechnięte-Ptasia zdobyta..!!..:)..

No..jakiś melon na WYsokim..:D..niuch niuch...ława moja!..© aniasz74
Wysokie zdobyte ... pedały nie podkute...ale kobyłki się wytoczyły w słońcu i podmuchach zimnego wiatru...uśmiech na życzenie?..niee..humor dopisuje, głowa wariuje..serce bije...dwie wariatki jadą na double blond na łep i szyje..byle dalej od domu...byle bliżej w nieznane...;p..:D..:)..!!

dwie " Wysokie"...na jednym Wysokim..-akurat straż graniczna nie jechałapo raz 10 by zaszpanować terenówką i uśmiechnąć do dwóch wariatek :D..więć widać tyły - ładnie się zaczyna...;)..© aniasz74
niop..podpis z photo mówi sam za siebie..;P..

Wysokie - widok na nasz Beskid..© aniasz74

Limanowa - wyżerka na schodach..hmm.. pod Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej. Zakup pamiątkowej piwniczanki..:D..arbuzy górą!!...© aniasz74